POZNAJMY SIĘ LEPIEJ

Cześć, jestem Ania.

Zaczęło się od robienia rzeczy dla najbliższych. Chciałam podarować im coś, czego nie da się po prostu wrzucić do koszyka i zamówić z dostawą na jutro.

Coś osobistego, niepowtarzalnego i przede wszystkim — ich.

Chyba właśnie dlatego najbardziej lubię moment, kiedy z pozornie przypadkowych rzeczy zaczyna układać się całość. Czyjś ulubiony kolor. Zdanie, które ktoś powtarza od lat. Głupi żart, którego nikt poza rodziną nie rozumie. Zdjęcie, które komuś wydaje się zwyczajne, a dla mnie nagle staje się najważniejszym elementem projektu.

To podobno nazywa się dbałością o szczegóły.
Ja nazywam to normalnym dniem pracy.

Ania — AURA Studio Kreatywne
I TAK TO SIĘ ZACZĘŁO

Nie zaczynam od projektu.
Zaczynam od człowieka.

Najpierw chcę wiedzieć, dla kogo to robię. Co lubi, co jest dla niego ważne, co go bawi i czego zdecydowanie nie chce. Dopiero później zaczynam układać z tego pomysł.

Bo dobry projekt nie bierze się znikąd. Czasem bierze się z jednej dziwnej informacji, której normalny człowiek pewnie nawet by nie zapamiętał.
Ja oczywiście zapamiętam.

Personalizowany projekt AURA
Kanapa AURA

Nie jestem fanką
gotowych szablonów.

Zmiana koloru, wpisanie imienia i dorzucenie złotej kreski to dla mnie trochę jak przestawić kanapę w gotowym mieszkaniu i podpisać się pod projektem wnętrza.

Niby coś się zmieniło, ale nadal nie jest to moje.
A ja jednak lubię wiedzieć, dlaczego ta kanapa stoi właśnie tutaj.

TROCHĘ O MNIE

Jestem pedantką. Bardzo.

01

Poprawiam.

Jeśli coś mi się nie podoba, poprawiam. Potem poprawiam poprawione. Czasem zmieniam jeden drobiazg, żeby po chwili wrócić do wersji sprzed pięciu minut.

To nie niezdecydowanie. To proces twórczy.

02

Czy mogłam dojść do tego wcześniej?

Oczywiście.

Czy mogłam oszczędzić sobie kilku poprawek?
Również.

Czy wyciągnęłam z tego wnioski?
Nie wyciągajmy pochopnych wniosków.

03

I właśnie dlatego

Nie oddaję projektu tylko dlatego, że „już można”. Oddaję go wtedy, kiedy sama jestem z niego zadowolona.

Bo „wystarczająco dobrze” to nie jest szczególnie dobrze.

MOJE CODZIENNE ŻYCIE

Trochę chaosu.

Na co dzień zajmuję się logistyką i obsługą klienta, prowadzę kilka profili w social mediach, tworzę grafiki, montuję wideo, piszę scenariusze i wymyślam content.

Nie umiem robić jednej rzeczy naraz. Multitasking najwyraźniej mój mózg uznał za sport ekstremalny i postanowił trenować codziennie. Zaczynam jedno, w międzyczasie wpada mi pomysł na drugie, przy okazji poprawiam trzecie, a czwarte zapisuję, żeby „nie zapomnieć”.

Mało kto za mną nadąża. Ja zresztą też nie zawsze. Najczęściej słyszę: „Skąd Ty masz na to wszystko czas?”. Szczerze? Nie wiem. Podejrzewam, że mój dzień ma kilka godzin więcej niż Wasz.

Nie umiem też usiedzieć na tyłku. Jeśli akurat nic nie robię, prawdopodobnie właśnie wymyślam sobie coś nowego do zrobienia.

Znam się trochę na wszystkim i trochę na niczym. A jeśli czegoś nie umiem?

Dajcie mi chwilę.
Nauczę się.

WAŻNE INFORMACJE

Mam związek. I to całkiem udany.

Kawa zajmuje w moim życiu zdecydowanie za dużo miejsca. Jest pierwszą rzeczą, o której myślę rano, i bardzo często ostatnią, którą powinnam wypić wieczorem. Oczywiście wtedy również wydaje się to świetnym pomysłem.

Piję ją przy pracy, przy projektach, przy poprawkach, przy pisaniu, przy myśleniu i przy nierobieniu niczego. W zasadzie kawa jest przy mnie częściej niż większość ludzi. I chyba dlatego tak dobrze się dogadujemy.

Z czasem przestałam się zastanawiać, czy to jeszcze uzależnienie, czy już relacja. Doszłam do wniosku, że związek. Najdłuższy, najbardziej stabilny i zdecydowanie najmniej wymagający. Nie pyta, gdzie byłam. Nie ma pretensji, kiedy wracam do niego po kilku godzinach. Po prostu jest.

Czarna, konkretna i bez zbędnych komplikacji. Czarna jak moja dusza. Chociaż nie dam sobie ręki uciąć — podejrzewam, że gdzieś pod spodem można by znaleźć sporo brokatu.

Czy potrzebuję kolejnej? Nie.

Czy ją wypiję? Oczywiście.

Mam własne zdanie.
Czasem nawet kilka naraz.

Mam też własną wizję i nie ukrywam, że zdarza mi się po rozmowie z klientem pomyśleć:

„Rozumiem. Ale zrobimy to inaczej.”

Nie dlatego, że nie słucham. Wręcz przeciwnie — słucham bardzo uważnie.
Po prostu czasem z tego słuchania wychodzi mi pomysł, który wydaje mi się lepszy.
I wtedy pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że klient mi zaufa.

Jeśli klient ma własną wizję i bardzo chce się jej trzymać — szanuję to. Zrobię po jego myśli.
Ale swoją wersję też przygotuję. Tak na wszelki wypadek.
Bo lubię mieć wybór. I lubię, kiedy klient też go ma.

Dlatego przychodzę z dwoma projektami — jego i swoim.
Jeden, żeby zrobić dokładnie tak, jak chciał.
Drugi, żeby później nie było: „A nie mówiłam?”

Zwykle warto. Bo niestety dość często mam rację.

I NA KONIEC

Upór czy dobra cecha?

Uparta jestem jak osioł, zawzięta jak wół, a odpuszczanie nigdy nie było moją mocną stroną.

Jak już się na coś uprę, właściwie nie ma odwrotu. Będę kombinować, szukać rozwiązania i robić po swojemu, nawet jeśli po drodze okaże się, że najprościej byłoby poprosić kogoś o pomoc.
Z tym ostatnim mam pewien problem.

Czasem łatwiej jest mi zrobić coś samej, niż wytłumaczyć komuś, jak dokładnie chcę, żeby było zrobione.
Czy to rozsądne? Absolutnie nie. Czy działa? Zaskakująco często.

Nie wiem, czy to dobra cecha projektanta, czy po prostu bardzo elegancka forma uporu.

Na razie przyjmijmy, że to pierwsze.

NAPISZ DO MNIE