Kiedy prosisz o komentarz,
a dostajesz diagnozę.
O tym, jak prośba o opinię na temat strony skończyła się analizą własnej osobowości.
Mam problem z proszeniem o pomoc.
A właściwie z przyjęciem do wiadomości, że ktoś może coś zrobić za mnie. Jeśli mam coś zrobić dla siebie, to oczywiście zrobię to sama. I oczywiście najlepiej. Tworząc AURĘ, odkryłam zresztą coś bardzo pocieszającego – jestem swoim najgorszym klientem. Z całym szacunkiem dla wszystkich przyszłych klientów, ale po tym, co sama sobie zafundowałam, naprawdę przestałam się bać kogokolwiek, kto stanie na mojej drodze.
Poprzeczkę ustawiam sobie wysoko. A potem, dla pewności, jeszcze ją podnoszę.
Kiedyś może opowiem Wam o procesie tworzenia moich wizytówek. Po wydrukowaniu jestem z nich zadowolona w całych 95%. Pozostałe 5% już wiem, co poprawię przy następnym wydruku.
Bo oczywiście, że POPRAWIĘ.
Do meritum.
Skoro AURA ma zajmować się grafiką, pomyślałam, że wypadałoby mieć stronę. Ma być moją wizytówką, ale też trochę dowodem rzeczowym. Pokazuję na niej swoje projekty, więc przy okazji można zobaczyć, czy rzeczywiście potrafię je zrobić.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Za długo się oczywiście nie zastanawiałam, bo po co?
Co może pójść nie tak?
Jak się później okazało – całkiem sporo. HTML, CMS, komputer, tablet, telefon. Wszystko musi działać, wyglądać i – co najważniejsze – zgadzać się z moją wizją.
Ja potrzebuję wiedzieć, dlaczego.
W pewnym momencie uznałam jednak, że przydałoby się spojrzenie kogoś z zewnątrz. Poprosiłam o opinię. I tutaj bardzo ważne: nie o pomoc. O opinię. Wysłałam więc znajomemu listę moich „małych” wątpliwości. Bardzo długą listę.
Bo jeśli ktoś kiedykolwiek będzie ze mną konsultował projekt, powinien mieć kawę, wolny wieczór i świadomość, że za chwilę usłyszy pytanie „dlaczego?” więcej razy, niż przewiduje jakakolwiek norma społeczna.
Dlaczego tak?
Dlaczego nie inaczej?
A co jeśli przesuniemy to tutaj?
A jak Ty to widzisz?
I dlaczego właśnie tak to widzisz?
Ja nie potrzebuję po prostu odpowiedzi.
Ja potrzebuję procesu myślowego, który do tej odpowiedzi doprowadził.
Prosiłam o opinię na temat strony. Nie przewidziałam tylko, w jaką stronę pójdzie ta rozmowa.
Mój znajomy trochę mnie znał. Chyba jednak za mało, żeby w porę odmówić. Znał się również na temacie, więc najwyraźniej pomyślał: „Why not?” I przeczytał wszystko. Kod, treści, układ i moje – nazwijmy to – „drobne” wątpliwości. Po czym stwierdził, że moja pedantyczność dotycząca kodu jest przerażająca, tekst jest napisany dobrze, a ja powinnam zbadać się pod kątem OCPD – osobowości obsesyjno-kompulsyjnej.
I tym sposobem niewinna prośba o opinię na temat strony internetowej zakończyła się tym, że zaczęłam analizować własną osobowość.
Bo oczywiście nie mogłam powiedzieć: „Aha. Dzięki.” Nie. Mój mózg usłyszał OCPD i natychmiast uruchomił program: MUSZĘ WIEDZIEĆ.
Zaczęłam czytać. I nagle okazało się, że OCPD to nie po prostu „lubię, jak jest porządek”. To znacznie szerszy zestaw cech związanych między innymi z perfekcjonizmem, potrzebą kontroli, skupieniem na szczegółach, zasadach i doprowadzaniu rzeczy do końca.
Czasem nawet wtedy, kiedy rozsądniej byłoby już przestać.
Czyli dokładnie tak to wygląda w praktyce.
Czyli na przykład:
Jest 3:30 nad ranem.
Siedzę nad kodem od 16:00.
Powinnam spać.
Projekt działa.
Wszystko jest dobrze.
Ale zauważyłam jeden element przesunięty o siedem pikseli. I teraz możemy albo iść spać… …albo rozpocząć operację „przesunięcie o siedem pikseli”, która potrwa kolejne czterdzieści minut, bo skoro już przesunęłam ten element, to nagle pozostałe wyglądają trochę inaczej. I wtedy przypomniałam sobie, ile razy zaczynałam coś robić z myślą: „Jeszcze tylko to poprawię.” I chyba właśnie wtedy dotarło do mnie, że moim największym wyzwaniem może wcale nie być nauczenie się robienia rzeczy dobrze. Tylko nauczenie się kończenia.
Bo odpuszczanie nie jest moją mocną stroną.
Obawiam się, że może nigdy nią nie zostać.
Jeżeli ktoś posiada tutorial:
„Jak zainstalować funkcję ODPUŚĆ w systemie operacyjnym człowieka”
– chętnie przyjmę.
Tylko proszę o wersję dla początkujących.
Chociaż znając mnie, najpierw przeczytam instrukcję, potem sprawdzę, czy na pewno jest poprawnie napisana, znajdę w niej trzy błędy, poprawię je…
i odłożę odpuszczanie na później.

Dodaj komentarz